Zawód: Artystka

Ile dziewczynek na pytanie „Kim będziesz w przyszłości?” odpowiada dumnie: „Artystką!”? Bardzo dużo. Odpowiedź ilu z nich zostaje potraktowana poważnie? Niewielu. Ile z nich zrealizuje swoje marzenie? Przekuje pasję w rzeczywisty zawód? Jednostki.

Część z tych dziewczynek rzeczywiście podejmie kształcenie artystyczne, ale kto poważnie traktuje kobiety-artystki? Ile razy usłyszą: „Jak z tego wyżyć?”, „Tym się nie da zarobić na życie”, „Musisz mieć jakiś konkretny zawód, pracę, a malować przecież możesz po godzinach” itp. itd.

Zaplanowanie i zorganizowanie swojej drogi zawodowej przez przyszłe artystki jest dla nich ogromnym wyzwaniem, a zaczyna się uwierzenia, że taką drogę rzeczywiście przed sobą mają. Ten społeczny problem wzięły na celownik członkinie kolektywu Future Simple (www.futuresimple.pl) – Paulina Czapska, Anna Szapert i Anka Pelc – edukatorki, trenerki, terapeutki i aktywne zawodowo artystki. Stworzyły projekt „Zawód: Artystka – ćwiczenia z pracą”.

Projekt realizują  w ramach programu grantowego „TransferHUB generowanie, wsparcie grantowe i inkubacja innowacji społecznych. Przejście z systemu edukacji do aktywności zawodowej” prowadzonego przez inkubator innowacji społecznych „TransferHUB” (www.transferhub.pl). Okazuje się bowiem, że problem z odnalezieniem się na rynku pracy przez artystki wpisuje się w szerszy kontekst – problem sprawnego przejścia ze „szkoły” do „pracy” przez młodych ludzi w ogólności.

Projekt „Zawód: Artystka – ćwiczenia z pracą” to, jak mówią same autorki, „innowacyjny pomysł na tworzenie zawodowej sieci wsparcia dla artystek (twórczyń, kuratorek, animatorek, producentek kreatywnych i menedżerek kultury)”. Projekt realizowany jest przez Future Simple dwutorowo – członkinie kolektywu prowadzą kursy w formie cykli 6 spotkań grupowych, a także wydały bezpłatny podręcznik – wszystko pod tym samym tytułem „Zawód: Artystka – ćwiczenia z pracą”.

O swoim wydawnictwie mówią: „Opracowałyśmy model wsparcia dla artystek. Opisałyśmy nasze doświadczenia i zebrałyśmy przydatną wiedzę w pierwszym w Polsce bezpłatnym podręczniku dla młodych artystek wchodzących na rynek pracy. Zawarte w tej publikacji informacje, teorie i ćwiczenia zostały przetestowane podczas kilkuset godzin pracy grupowej i indywidualnej z odważnymi i gotowymi do dzielenia się swoimi pomysłami kobietami–artystkami”. Podręcznik można otrzymać pocztą po uprzednim zgłoszeniu zapotrzebowania na adres hallo[at]futuresimple.pl.

Rozwój projektu, powiązane wydarzenia, terminy kolejnych kursów oraz wszelkie aktualności można śledzić na Facebooku https://www.facebook.com/ZawodArtystka/.

Źródła: https://www.facebook.com/ZawodArtystka/

http://www.futuresimple.pl/

fot. https://www.facebook.com/ZawodArtystka/

Kraj: Polska

Gospodarstwa opiekuńcze – czyli rolnictwo społeczne, jako nowa perspektywa dla gospodarstw rolnych

Gospodarstwa opiekuńcze – pod tą przyjemną dla ucha nazwą kryją się nowe możliwości rozwoju dla gospodarstw rolnych, a tym samym perspektywa lepszej przyszłości obszarów wiejskich.

Od kilkudziesięciu już lat kwestia efektywnego funkcjonowania obszarów wiejskich jest poważnym problemem niemalże wszystkich krajów Europy. Mamy tu do czynienia z całym zestawem wyzwań – wyludnianiem się obszarów wiejskich, koniecznością dywersyfikacji dochodów, szczególnie w małych gospodarstwach rolnych, czy niewykorzystanymi zasobami siły roboczej w gospodarstwach rolnych – to tylko niektóre z nich.

Wymyślenie innowacyjnego, powtarzalnego w skali świata lekarstwa na powyższe problemy już byłoby ogromnym sukcesem. A jednak ktoś poszedł jeszcze dalej i zaprojektował taką formę funkcjonowania gospodarstw rolnych, która nie tylko na nowo nadaje im rację bytu, a ich właścicielom zapewnia realne dochody, ale również rozwiązuje problemy innych grup społecznych.

Gospodarstwa opiekuńcze, bo o nich właśnie mowa, mogą być odpowiedzią na potrzeby rolników oraz jednocześnie osób niepełnosprawnych, osób starszych, osób z demencją i innych grup zagrożonych wykluczeniem społecznym. Na czym polega ich funkcjonowanie? Najczęściej działają na zasadzie dziennych (czasem całodobowych) ośrodków opieki/pobytu/terapii lub aktywności włączającej. Gospodarstwa rolne wraz z całym swoim wyposażeniem, rytuałami, obowiązkami, zwierzętami i naturalnym otoczeniem mogą stać się idealnym miejscem wypoczynku, terapii i/lub integracji – w ten sposób ich istnienie na nowo nabiera realnego sensu społecznego i ekonomicznego.

Tak więc rozwijanie usług społecznych na obszarach wiejskich może być skutecznym sposobem na przezwyciężenie wielu negatywnych zjawisk społeczno-ekonomicznych: tych związanych z funkcjonowaniem obszarów wiejskich, ale też takich, jak starzenie się społeczeństwa, niewystarczająca liczba placówek opiekuńczych dla osób starszych, wysokie koszty zapewnienia opieki osobom starszym i osób niesamodzielnym, osamotnienie osób starszych, związane m.in. z emigracją najbliższych członków rodziny, izolacja społeczna przedstawicieli niektórych grup społecznych (np. osób niepełnosprawnych intelektualnie, byłych więźniów, byłych narkomanów itp.).

Jak możemy przeczytać na stronie Centrum Doradztwa Rolniczego w Brwinowie Oddział w Krakowie (http://www.gospodarstwa-opiekuncze.pl/) wdrażającego obecnie pilotażowy projekt związany rozpowszechnianiem idei gospodarstw opiekuńczych („Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie”. Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Krajowej Sieci Obszarów Wiejskich. Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020), gospodarstwa te „wpisują się w nurt tzw. rolnictwa społecznego. Jest to alternatywne podejście do rolnictwa opierające się na założeniu, że zasoby gospodarstwa rolnego mogą być efektywnie wykorzystane do innej działalności. Można zatem rozumieć rolnictwo społeczne jako połączenie działalności rolniczej z działalnością społeczną w wyodrębnionych czterech obszarach: zajęcia reedukacyjne i terapeutyczne; integracja poprzez pracę i włączanie społeczne; działania pedagogiczne; usługi opiekuńcze”.

W Polsce idea gospodarstw opiekuńczych jest również  obecnie wdrażana przez Kujawsko – Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Minikowie w partnerstwie z Lokalną Grupą Działania „Bory Tucholskie” w ramach projektu „Zielona opieka – gospodarstwa opiekuńcze w woj. kujawsko-pomorskim” (w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Kujawsko- Pomorskiego na lata 2014-2020, jest to oś priorytetowa IX realizowana ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego, poddziałanie dedykowane usługom społecznym – http://www.opieka.kpodr.pl/pl/zielona-opieka/o-projekcie/).

Jak to w przypadku wielu innowacji społecznych bywa, o ile w naszym kraju jesteśmy świadkami pierwszych prób wdrażania idei, o tyle w wielu krajach Europy zachodniej funkcjonuje ona z powodzeniem już od ponad 20 lat. Pierwsze tego typu gospodarstwa pojawiły się w Europie w połowie lat 90. XX wieku w Holandii. W tej chwili działają także np. w Wielkiej Brytanii i we Włoszech – nazywane są różnie: Social Farming, Farming for Health, Green Care, Care Farming, Green Exercise, Agricultural Therapy, ale wszystkim przyświecają te same, opisywane wcześniej cele.

Implementacja idei gospodarstw opiekuńczych w Polsce jest dużym wyzwaniem, które wiąże się z koniecznością poszukiwania odpowiednich form prawnych i organizacyjnych dla tego typu podmiotów, potrzebą określenia źródeł ich finansowania oraz sposobu działania. Informacje na temat przyjętych w powyższych kwestiach rozwiązań dostępne są m.in. na stronie http://www.gospodarstwa-opiekuncze.pl/.

Warto śledzić rozwój tej innowacji w Polsce, warto o niej opowiadać i jej kibicować, gdyż w naszym kraju, ze względu na szczególnie wysoki odsetek osób wciąż zatrudnionych w sektorze rolniczym, a z drugiej strony nie omijające nas przecież starzenie się społeczeństwa, może stać się prawdziwym wybawieniem i realnym sposobem na wyrównywanie szans – wielu grup społecznych jednocześnie.

Źródła: http://www.gospodarstwa-opiekuncze.pl/

http://witrynawiejska.org.pl/component/k2/item/46721-gospodarstwa-opiekuncze

http://www.opieka.kpodr.pl/pl/zielona-opieka/o-projekcie/

http://ksow.pl/projekty-partnerow-jc-ksow/gospodarstwa-opiekuncze-rozwijanie-uslug-spolecznych-na-obszarach-wiejskich.html

fot. http://kpodr.com.pl/opieka_old/index.php/component/content/article?layout=edit&id=36

Kraje: Holandia, Wielka Brytania, Włochy, Polska

Nie oceniaj książki po okładce – skorzystaj z Żywej Biblioteki

Powiedzenie to zna niemal każdy i również niemal każdy potrafi łatwo objaśnić jego znaczenie. Najprawdopodobniej użyje przykładu zbyt łatwego oceniania (osądzania) jednych osób przez drugie. Ale czy na co dzień wcielamy to przysłowiowe ostrzeżenie w życie? Wydaje się, że dzisiejszy świat wcale nie jest bliższy realizacji tego hasła niż był kiedyś. Grupy społeczne zagrożone wykluczeniem, dyskryminowane czy zagrożone łatwym i niesprawiedliwym osądem są ciągle bardzo liczne. Co więcej, każdy człowiek może odczuwać uprzedzenia do innych grup ludzi – zależnie od swoich doświadczeń życiowych, wychowania, środowiska pochodzenia.

Jak temu zaradzić? Jak walczyć z niechęcią, nietolerancją? Doskonale wiadomo, że najlepszym polem dla uprzedzeń jest brak informacji lub, co gorsza, fałszywe informacje na czyjś temat. Trzeba więc umożliwić głębsze zapoznanie się z tym, do kogo czujemy niechęć – czyli z otaczającymi nas nieznanymi „książkami”. Należy umożliwić dostęp do prawdziwych i możliwie obiektywnych informacji z pierwszej ręki. Jak? Najlepiej poprzez kontakt ze źródłem – w tym wypadku źródłem czyichś obaw – czyli przedstawicielami grup społecznych najczęściej padających ofiarami uprzedzeń.

Tak powstała idea „HUMAN LIBRARY”, czyli „Żywej Biblioteki”. W bibliotece takiej „książkami” są wspomniane wcześniej osoby o trudnym statusie społecznym – przedstawiciele różnych religii, nastoletnie matki, homoseksualiści, ofiary przemocy domowej, imigranci itp. „Wypożyczający” to wszyscy, którzy chcą uzyskać rzetelne informacje na temat osób z różnych względów innych od siebie. „Biblioteką” jest najczęściej sala z wieloma przyjaznymi miejscami do odbywania rozmów – stolikami, kanapami, pufami. Na miejscu powinien być również zapewniony catering oraz oczywiście wieloaspektowa pomoc organizatorów przedsięwzięcia. Każda realizacja Żywej Biblioteki jest obwarowana szczegółowym regulaminem – kontakt „wypożyczających” z „książkami” ma opierać się na wzajemnym szacunku i być możliwie jak najmniej stresujący dla obu stron.

Pierwsza żywa biblioteka została zorganizowana przez grupę młodych aktywistów w Kopenhadze w 2000 roku. Niedługo potem powołali oni do życia stowarzyszenie „Human Library Organization”, które miało pomóc w promowaniu i rozpowszechnianiu idei oraz stworzyć przewodnik dla wszystkich, którzy chcieliby „otworzyć” własne Żywe Biblioteki. Pomysłodawcy przez kilka lat podróżowali do wielu krajów instruując i doradzając potencjalnym naśladowcom. Zachęcali, aby w stworzenie każdej biblioteki angażowali się nie tylko lokalni aktywiści, ale również przedstawiciele różnych organizacji i instytucji oraz lokalne władze administracyjne.

W ciągu kilkunastu lat żywe biblioteki stały się międzynarodowym ruchem na rzecz praw człowieka i różnorodnego społeczeństwa. Zaistniały w ponad 70 krajach świata, w tym w Polsce. W naszym kraju sieć organizacji pracujących metodą Żywej Biblioteki jest koordynowana przez Stowarzyszenie Diversja w imieniu Human Library Organization. Na stronie www.zywabibliotekapolska.pl dostępny jest ogólnopolski kalendarz nadchodzących Żywych Bibliotek oraz wszelkie instrukcje, kontakty, materiały, doświadczenia itp.

Jakie są efekty Żywych Bibliotek? Na pewno nie mają być natychmiastowe – podkreślają to sami pomysłodawcy i koordynatorzy wydarzeń i ma to swoje odzwierciedlenie w regulaminie: „Książki” Żywych Bibliotek mają zakaz przekonywania „Wypożyczających” do swoich poglądów, swojej wizji świata. Mają tylko udzielać informacji – zgodnie z prawdą wynikającą z własnych doświadczeń. To, czy i jak udzielone informacje wpłyną na światopogląd „Wypożyczających”, ma być kwestią ich późniejszych przemyśleń. Doświadczenie Żywej Biblioteki ma umożliwić każdemu odkrycie nowego sposobu patrzenia na ludzi wokół siebie – z szacunkiem i otwartością na to, co kryją pod (być może czasem niezachęcającą dla nas) okładką.

Źródła: https://dzialasz.ceo.org.pl/node/793

http://humanlibrary.org/

www.zywabibliotekapolska.pl

fot. http://zywabiblioteka.pl/

Kraj: Polska

Do przedszkola, czyli do lasu

Wiele dzieci nie ma najmniejszej ochoty wstawać rano do przedszkola. Wielu rodzicom na samą myśl o kolejnym poranku próśb i gróźb cierpnie skóra. A jak wyglądałaby sytuacja, gdyby nasze pociechy miały wstać na wycieczkę do lasu? Prawdopodobnie już pół godziny przed czasem przebierałyby nogami pod drzwiami mieszkania. A teraz wyobraźmy sobie, że tak mogłoby być codziennie. Niezależnie od pogody.

Marzenie? Dla większości polskich przedszkolaków niestety jeszcze tak, ale nie dla wszystkich! Około dwa lata temu do Polski trafiły wreszcie pierwsze „leśne przedszkola”. Co oznacza „leśne przedszkole” w praktyce? Oznacza, że dzieci w takiej placówce spędzają praktycznie cały dzień na dworze. Tam bawią się, uczą, jedzą i odpoczywają. Co ważniejsze – niezależnie od warunków pogodowych, ponieważ na każdą pogodę są odpowiednio przygotowane. A dlaczego „wreszcie”? Ano dlatego, że w Skandynawii (skąd wywodzi się idea), Wielkiej Brytanii i Niemczech takie przedszkola funkcjonują już od, uwaga, 60 lat!

Tak więc, o ile na tle Europy zachodniej trudno z czystym sumieniem nazwać to rozwiązanie innowacyjnym (z obecnej perspektywy), o tyle w krajach Europy środkowo-wschodniej, także w Polsce, jest to prawdziwa nowość. Co przemawia jeszcze za tym, aby ideę leśnych przedszkoli umieścić w naszym zestawieniu aktualnych innowacji? Przede wszystkim fakt, że obecnie dzieci (zwłaszcza te mieszkające w miastach) spędzają na dworze zaledwie ułamek tego czasu, co jeszcze kilkanaście lat temu. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele: popularność i dostępność gier komputerowych, a tym bardziej smartfonów; brak czasu i chęci rodziców do czuwania nad dziećmi, gdy te bawią się na dworze; z drugiej strony obawa rodziców przed pozostawieniem dzieci na zewnątrz samych; obawa przed kontaktem dzieci z brudem i zarazkami; obawa przed urazami; a także, a może nawet przede wszystkim, brak możliwości realnego kontaktu z naturą dzieci mieszkających w miastach.

Jakie są konsekwencje takiego stanu rzeczy? Czy brak kontaktu z naturą i ograniczenie czasu przebywania na powietrzu, w dobie dostępu do tysięcy interaktywnych, edukacyjnych zabawek zaprojektowanych zgodnie z najnowszymi wytycznymi psychologii rozwojowej, jest realnym problemem? Okazuje się, że tak. Nawet najlepiej zaprojektowane zabawki nie zastąpią kontaktu z – nieco nieprzewidywalną, może nawet trochę niebezpieczną, a z pewnością brudzącą – naturą. Dzieci chowane w sterylnych warunkach są mniej odważne, częściej chorują i mają problemy z adaptacją w nowym otoczeniu. A wpływu na nasze pociechy wielogodzinnego siedzenia przed ekranem komputera czy telefonu nie trzeba chyba nawet opisywać.

Stąd coraz większe zainteresowanie, a właściwie nawet konieczność , tworzenia „leśnych” przedszkoli. Idea, że dzieci w takim przedszkolu spędzają właściwie cały dzień na zewnątrz, praktycznie niezależnie od pogody, z początku wydaje się szalona. Jeśli jednak wziąć pod uwagę, że dzieci są do tych warunków odpowiednio przygotowane oraz, że tak naprawdę dla samych dzieci zabawa w deszczu czy śniegu jest równie atrakcyjna, jak w słoneczny dzień, to okazuje się, że innowacja ta ma właściwie same zalety. Przebywanie na powietrzu w różnych warunkach pogodowych oraz szeroki kontakt z naturą wpływają pozytywnie na stan zdrowia dzieci, zwiększają ich odporność, pomagają radzić sobie w zmiennych warunkach, pobudzają odwagę i kreatywność, i tak dalej, i tak dalej…

To gdzie w Polsce można spotkać takie placówki? Na przykład w Warszawie(!) w Lasku Bielańskim od ponad roku urzęduje przedszkole ”Leśna Droga”. Mamy też „Puszczykowo” w Białymstoku, „Dziką Osadę” pod Krakowem oraz kilka placówek w Beskidzie Żywieckim – w Przyłękowie, w Krzyżówkach i w Koszarawie Bystrej. To tylko kilka przykładów, a każdego roku przybywa nowych. Istnieje także bardzo wiele placówek, które również wdrażają idee pedagogiki przeżyć (outdoor/adventure education), tylko robią to w nieco ograniczonym wymiarze.

Tak więc, nawet jeśli idea „leśnych przedszkoli” oprócz entuzjazmu wzbudza w nas też trochę obaw i wątpliwości, to jest jedną z tych innowacji, o których należy wiedzieć. Przede wszystkim po to, żeby mieć wybór i móc podjąć świadomą decyzję.

A także po to, żeby nie oblać się zimnym potem, usłyszawszy swojego trzylatka pytającego: „Mamo (Tato), a czy w przedszkolu będzie fajnie?”

Źródła: http://zen.fpiec.pl/post/2016/06/01/przedgladlesnychprzedszkoliwpolsce

www.fpiec.pl/post/2016/05/19/pozwolimsiebrudzicdsdvd

fot. www.fpiec.pl

Kraj: Polska

#ReportażDziała

Nasz konkurs „Podziel się innowacją – jak w nowy sposób rozwiązywać problemy społeczne” nie jest jedynym aktualnie trwającym konkursem związanym z tematyką problemów społecznych i sposobów ich rozwiązywania.

Niezwykle interesujący i ambitny projekt w tym zakresie stworzyła instytucja „Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki”. Organizacja ta ogłosiła konkurs na projekt społeczny inspirowany reportażem – pod nazwą #ReportażDziała. Co ważniejsze, konkurs ten skierowany jest do młodzieży w wieku 13-19 lat. Jak mówią organizatorzy, celem nadrzędnym projektu jest

nauka samodzielności i podejmowania inicjatywy, ale też współodpowiedzialności i skutecznego reagowania na wyzwania, które młodzi ludzie dostrzegają w swojej okolicy”.

Zadaniem uczestników konkursu (mogą to być osoby indywidualne lub grupy, nadzorowane przez nauczyciela lub nie) jest stworzenie i przeprowadzenie projektu społecznego, do którego zainspirował ich konkretny, przeczytany lub obejrzany, reportaż. Następnie realizacja projektu musi zostać przedstawiona w postaci relacji dziennikarskiej (artykułu, video lub innej). Także sama forma przeprowadzenia projektu społecznego jest dowolna – przykładowo może to być inicjatywa obywatelska, koncert charytatywny lub platforma internetowa, a także każda inna wmyślona przez uczestników konkursu. Projekt można zrealizować również przy pomocy platformy edukacyjnej „Zwolnieni z teorii”, która jest partnerem konkursu.

Inicjatywę konkursową wsparli również: Centrum Edukacji Obywatelskiej, Stołeczne Centrum Edukacji Kulturalnej, Turniej Reportażu im. Wandy Dybalskiej, Leadership Center, Projekt „Raj na Ziemi” oraz Fundacja im. Ryszarda Kapuścińskiego – Herodot.

Konkurs trwa do 28 lutego 2018 roku. Informacje praktyczne, podpowiedzi i przykłady oraz szczegółowy regulamin dostępne są na stronie www.reportazdziala.com. Tam również będzie można śledzić rezultaty i wyniki konkursu. My czekamy na nie z niecierpliwością.

Źródła: https://reportazdziala.com/

Facebook: https://www.facebook.com/ReportazDziala/

Dzień dobry, chciałbym zamówić autobus

Autobusy miejskie na telefon. Choć innowacja ta została wymyślona już kilkanaście lat temu (we Włoszech), a i w jednym z polskich miast funkcjonuje od lat ponad dziesięciu, to wciąż mało kto o niej słyszał – nawet w samym Krakowie – bo o nim właśnie mowa! Dopiero w zeszłym roku Kraków znalazł swojego naśladowcę – podobną usługę wprowadzono w jednej z dzielnic Szczecina.

Jak to działa? Usługę telebusów (bo taką nazwę otrzymały) wprowadzono w Krakowie w 2007 roku w ramach unijnego projektu o nazwie CIVITAS CARAVEL. Celem było zapewnienie dostępu do transportu publicznego dzielnicom, w których liczba użytkowników jest zbyt mała, aby opłacalne było utrzymywanie tam stałej linii autobusowej. Linia krakowskich telebusów ma określoną trasę przejazdu (określony zestaw przystanków) oraz swoją własną dyspozytornię. Mieszkaniec zainteresowany skorzystaniem z autobusu musi zadzwonić do dyspozytorni (najpóźniej pół godziny przed planowanym odjazdem) i zamówić kurs – określając przystanek początkowy i końcowy oraz godzinę startu lub zakończenia przejazdu.

Wzorem włoskich prekursorów usługa realizowana jest przez niewielkie, kilkunasto-dwudziestoosobowe autobusy, a najdalszym możliwym do wyboru celem podróży (jeśli podróż zaczynamy „z domu”, a jej początkiem, jeśli przychodzimy „z miasta”) jest najbliższa danej dzielnicy pętla autobusowa lub większy węzeł przesiadkowy. Przejazdy telebusami realizowane są w ramach zwykłego systemu biletów na komunikację miejską, a godziny funkcjonowania usługi są podobne jak wszystkich dziennych autobusów – od wczesnych godzin porannych do późnego wieczora.

Opisywana innowacja jest, jak widać, rozwiązaniem powtarzalnym i wprowadzając ją w kolejnym mieście można, a nawet należy, inspirować się już funkcjonującymi modelami (tak, jak było w przypadku Krakowa i miast włoskich oraz Szczecina i Krakowa). Jednak trzeba też pamiętać, że wdrożenie jej w nowym miejscu wymaga stworzenia modelu usługi dopasowanego do realiów danego miasta – każdorazowo konieczne jest określenie modelu finansowania, grupy docelowej, sposobu realizacji kursów i tras, rodzaju wykorzystanego taboru, taryf, sposobu pracy dyspozytorni oraz zasad wzajemnych rozliczeń pomiędzy organizatorem a operatorem.

Mimo wieloletniej praktyki pomysł wciąż wzbudza kontrowersje, przede wszystkim jeśli chodzi o jego uzasadnienie ekonomiczne. Próba wprowadzenie go w życie w każdym kolejnym mieście spotyka się co najmniej ze sceptycyzmem – zarówno ze strony urzędników, jak i mieszkańców – choć najczęściej tych dzielnic, które są objęte siecią stałego transportu publicznego i nie chcą finansować „ze swojej kieszeni” „wątpliwego” rozwiązania.

Oczywiście, wszelkie tego typu wątpliwości należy za każdym razem od nowa przeanalizować. Jednakże fakt, że w Krakowie telebusy działają nieprzerwanie od ponad 10 lat, pozwala podejrzewać, że innowacja ta jest dość potrzebna i użyteczna.

Ps. Po Szczecinie rozwiązaniem zainteresowała się Warszawa…

Źródła: http://www.mpk.krakow.pl/pl/tele-bus/

http://infobus.pl/rok-tele-busa-w-krakowie_more_64694.html

http://www.zditm.szczecin.pl/pasazer/rozklady-jazdy,transport-na-zadanie

http://warszawa.naszemiasto.pl/artykul/autobusy-na-telefon-w-warszawie-sami-wybierzecie-godzine,4262689,art,t,id,tm.html

Konferencja Innowacyjna Europa 2017 „Fly me to Mars”

W dniach 23-24 listopada (czwartek, piątek) we Wrocławiu odbędzie się czwarta konferencja z cyklu „Innowacyjna Europa” – organizowana przez Fundację Koalicji na rzecz Polskich Innowacji.

Jak piszą organizatorzy, będzie to „okazja do dyskusji nad najważniejszymi wyzwaniami rozwojowymi dla ekosystemu innowacji w Polsce i regionie.”

Wśród prelegentów konferencji znalazło się ponad stu przedstawicieli świata nauki (m.in. z NASA, Politechniki Wrocławskiej, SWPSu), biznesu (m.in. z T-mobile, Polpharmy, 3M Poland), organizacji pozarządowych (m.in. z Auschwitz-Birkenau Foundation, Fundacji na rzecz Nauki Polskiej) i administracji państwowej (m.in. Ministerstwo Rozwoju).

Jak możemy przeczytać na stronie wydarzenia: „Konferencję Innowacyjna Europa wyróżniają dwie z pozoru odległe idee: szeroka perspektywa w myśleniu o innowacjach oraz nastawienie na systematyczne i efektywne działanie. Perspektywa jest potrzebna, by stworzyć mapę oraz określić priorytety. Systematyczna praca przekłada się na wymierne efekty działań Koalicji oraz umożliwia wykorzystanie potencjału niemal 70 organizacji będących jej Partnerami. Współpraca, łączenie potencjału oraz jednoczenie się wokół konkretnych celów to, coś, czego najbardziej potrzebuje dziś ekosystem innowacji – odwagi w stawianiu fundamentalnych pytań, przy jednoczesnym szukaniu konkretnych rozwiązań.”

Szczegółowe informacje na temat konferencji dostępne są pod adresem https://www.ie2017.pl/.

Zachęcamy również do odwiedzenia strony organizatora konferencji – Koalicji na rzecz Polskich Innowacji – www.koalicjadlainnowacji.pl.

Aplikacja pomagająca dowozić dzieci i integrować rodziców

Oto kolejny przykład wykorzystania nowych technologii do rozwiązania problemu, który być może nie należy do kluczowych problemów społecznych współczesnego świata, ale za to stanowi wieczne zmartwienie określonej grupy społecznej – tym razem chodzi o rodziców dzieci w wieku szkolnym.

W czasach, kiedy niemalże każde dziecko uczęszcza na zajęcia pozalekcyjne i zazwyczaj nie są to zajęcia w osiedlowej świetlicy, a także często sama szkoła znajduje się w sporej odległości od domu, problem wożenia swoich pociech z jednego miejsca w drugie, w połączeniu z realizacją innych codziennych potrzeb transportowych, staje się prawdziwym wyzwaniem logistycznym. Oczywiście można poprosić o pomoc rodziców innych dzieci, ale to znów wymaga organizacji i zaplanowania, w dodatku przez obydwie rodziny. Z drugiej strony działanie w pojedynkę może skończyć się spędzaniem całych popołudni i wieczorów na przewożeniu i oczekiwaniu na swoje dzieci.

Dwie mamy z Melbourne postanowiły podejść do sprawy konstruktywnie, przy okazji podejmując wyzwanie poznania i aktywizacji całej grupy rodziców dzieci ze „swojej” klasy. Panie stworzyły aplikację Parachuute i zaprosiły do korzystania z niej wyżej wymienionych. Aplikacja służy wprost do zamieszczania i korzystania z ofert podwózki dzieci do szkoły i na zajęcia dodatkowe. Oferta może być jednorazowa albo cykliczna. Podwózki to oczywiście forma darmowej przysługi, którą należy po prostu kiedyś, w dogodnym momencie, odwzajemnić.

Jak się okazało, aplikacja Parachuute spełniła znakomicie nie tylko dedykowaną jej rolę pomocy logistycznej, ale również przyczyniła się do rzeczywistej integracji społeczności rodziców tej klasy. Dzięki niej rodzice dzieci z jednej klasy nawiązali ze sobą wielostronny kontakt i zaczęli sobie pomagać także w innych, niż podwożenie dzieci, sytuacjach. A niektórzy na przykład dowiedzieli się, że są sąsiadami.

Innowacja ta to bardzo podnoszące na duchu zaprzeczenie twierdzeniu, że to dzisiejsze „siedzenie w telefonach” tylko ludzi od siebie oddala. Jak widać czasami wręcz przeciwnie.

Źródło: https://www.parachuute.com/

Kraj: Australia

Plac na wyższym poziomie

Niemal wszyscy znamy to uczucie bezradności, kiedy stojąc po jednej stronie Wielkiego Miejskiego Skrzyżowania z tęsknotą patrzymy na miejsce po jego drugiej stronie i czujemy, jakbyśmy mieli do przekroczenia co najmniej Morze Czerwone. W dodatku bez możliwości skorzystania ze środków dostępnych kiedyś Mojżeszowi.

Nie inaczej wygląda sytuacja na Viru Valjak, czyli tallińskim placu Viru. Który właściwie w tej chwili trudno już nazwać placem – jest to ogromne skrzyżowanie kilku dwupasmowych dróg oraz torów tramwajowych. Kiedyś rzeczywiście była to przestrzeń publiczna, którą jednak najpierw zmieniono w parking przed domem towarowym, a następnie w opisane skrzyżowanie, które jest na tyle duże, że wręcz rozdziela na trzy części centrum miasta.

Wydawałoby się, że historia placu zakończyła się raz na zawsze i jest to smutne zakończenie. A jednak władze miasta spostrzegły swój błąd i postanowiły spróbować przywrócić Viru Valjak mieszkańcom. W tym celu ogłoszony został otwarty konkurs architektoniczny na nowe zagospodarowanie placu. W ramach konkursu trójka amerykańskich projektantów zaproponowała przywrócenie na Viru Valjak przestrzeni publicznej dostępnej mieszkańcom Tallina. Nie miała jednak na myśli rozebrania skrzyżowania, bo to jedynie zmieniłoby jeden problem w kolejny, ale nadbudowanie nowego placu nad skrzyżowaniem. W tym celu istniejący układ dróg zostałby obniżony, tak, aby zawieszony nad nimi nowy plac znajdował się na poziomie otaczających ulic i chodników.

Takie rozwiązanie pozwoliłoby nie tylko uzyskać (odzyskać) przestrzeń publiczną w centrum miasta, ale również ponownie połączyłoby podzielone centrum Tallina w jedną całość – z pewnością ku wielkiej wdzięczności jego pieszych użytkowników. Trzymamy kciuki, aby pomysł został wprowadzony w życie. A wtedy może zainspiruje do działania władze innych wielkich rządzonych głównie przez samochody miast Europy?

Źródło: http://vision2015.tab.ee/en/about-2/

Kraj: Estonia

Autobus zielony przez ulice mego miasta mknie

I nie chodzi tu bynajmniej o to, że warto przemalować miejskie autobusy na zielono, bo zielony to kolor nadziei i w rezultacie poprawiłoby to stosunek mieszkańców do miejskiego transportu. Choć takie osiągnięcie z pewnością również miałoby zbawienne skutki społeczne.

W tym przypadku chodzi jednak o pomysł zazielenienia dachów autobusów – czyli obsadzenia ich drobną roślinnością. Pomysł taki znamy już dość dobrze w odniesieniu do dachów budynków. Nie jest to jednak wyłącznie powieleniem tamtego rozwiązania w skali mikro. Porośnięte roślinami dachy autobusów bezpośrednio przekładają się na komfort jazdy pasażerów, ponieważ działają jak naturalna klimatyzacja – w gorące dni przyczyniają się do obniżenia temperatury wewnątrz pojazdu, a w zimne dni temperaturę podnoszą. Jak łatwo się zorientować, pozwala to na zmniejszenie użycia klimatyzacji/ogrzewania autobusu, a to z kolei powoduje zmniejszenie zużycia paliwa, a więc obniżenie kosztów oraz zmniejszenie emisji spalin. Zielony dach autobusowy nie dość, że przyczynia się do niższej emisji spalin, to jeszcze wyemitowane przez pojazd spaliny pochłania. Co więcej, w czasie upałów taka zielona wyspa obniża temperaturę nie tylko wewnątrz pojazdu, ale również jest chłodniejszą oazą na rozgrzanej ulicy. Tak więc pozytywny wpływ zielonych dachów autobusowych na jakość życia samych pasażerów oraz pozostałych mieszkańców miasta jest oczywisty.

A skąd pewność, że ta idea tak wspaniale zadziała? Otóż została odpowiednio zaprojektowana, przeliczona i wreszcie wdrożona już kilka lat temu przez hiszpańskiego projektanta Alexa Puiga. Nazwał on swoje przedsięwzięcie PhytoKinetic i zaproponował je nie tylko autobusom, ale również wszelkim innym pojazdom z powierzchniami płaskimi do wykorzystania. Alex Puig, projektując swój wynalazek, zadbał wszechstronnie o jego stronę praktyczną: w projekcie wykorzystuje rośliny z grupy roślin hydroponicznych, czyli takich, które uprawia się na pożywce wodnej – to sprawia, że dach pojazdu nie jest obciążony warstwą gleby; sama uprawa w gorące dni jest podlewana wodą produkowaną przez system klimatyzacyjny pojazdu (w chłodniejsze dni trzeba ją nawadniać dodatkowo); pole powierzchni i „możliwości” uprawy dobrane są tak, aby pochłaniała ona większość lub całość produkowanego przez pojazd dwutlenku węgla.

Poza wymienionymi już skutkami opisywanej innowacji należy pamiętać o jeszcze jednym – że nawet zazielenione autobusy miejskie to już dla mieszkańców miast możliwość kontaktu z naturą. Sceptykom proponujemy wyobrażenie sobie, jaką powierzchnię stworzyłyby dachy wszystkich warszawskich autobusów ustawionych jeden obok drugiego – to byłby już mały park.

Źródło: http://phytokinetic.net/

Kraj: Hiszpania