Artykuły dotyczące Innowacji społecznych na świecie

Opowieść o pięciorozmiarowych butach

Wszyscy znamy historię o butach siedmiomilowych. A kto słyszał o butach pięciorozmiarowych? Niewielu. Tymczasem okazuje się, że te drugie są nawet lepsze niż te pierwsze. Jak to możliwe? Otóż, w przeciwieństwie do siedmiomilowych, są prawdziwe. I rozwiązują prawdziwy problem.

The Shoe That Grows („Buty, które rosną”), czyli buty regulowanej długości, zostały stworzone przez organizację charytatywną Because International specjalnie na potrzeby dzieci i młodzieży z biednych krajów Afryki, Ameryki Południowej i Azji. W wyglądzie przypominają sandały, jednak o bardzo porządnej i wytrzymałej konstrukcji. Ich najważniejszą cechą jest to, że można regulować ich rozmiar, powiększając je o pięć rozmiarów. W związku z tym buty takie powinny służyć jednemu dziecku przez około 5 lat.

Aż dziwne, że ktoś nie wymyślił tego wcześniej, prawda? Przecież widok bosych lub ubranych w resztki butów dzieci z krajów tzw. Trzeciego Świata jest nam tak dobrze znany! A może właśnie dlatego? Wydawało się, że to normalny stan rzeczy – zmiany niewymagający albo do zmiany niemożliwy.

Tymczasem zapewnienie dzieciom z biednych krajów obuwia to nie tylko kwestia ich wygody, ale przede wszystkim sposób na ochronę przed chorobami przenoszonymi przez glebę. W tej chwili na choroby takie cierpi około 1,5 miliarda ludzi.

Na usprawiedliwienie tego, że regulowane buty dla dzieci powstały dopiero kilka lat temu, można przywołać fakt, że proces ich projektowania i testowania trwał aż 5 lat. Autorstwo wdrożonego projektu należy do Amerykanina Kentona Lee, który wpadł na pomysł stworzenia regulowanych butów podczas swojego pobytu w Kenii w 2007 roku. Od 2012 roku rozprowadzonych po świecie zostało 120 tysięcy par, które trafiły do 91 krajów. Jednak para takich butów kosztuje około 50 zł, a produkowane są w Chinach i w Etiopii. Szczegółowe informacje na temat projektu można znaleźć na stronie www.theshoethatgrows.org.

Historia The Shoe That Grows dobitnie pokazuje, że miejsce na innowację społeczną pojawia się tam, gdzie ktoś, w przeciwieństwie do tysięcy osób przed nim, zobaczy nie sam problem, a możliwość jego rozwiązania. W konsekwencji innowacja społeczna zaskakująco często opiera się na realizacji bardzo prostego pomysłu. Sama realizacja może wymagać wykorzystania bardziej zaawansowanych środków, jednak podstawą jest pomysł. I zdolność dostrzegania możliwości tam, gdzie inni widzą wyłącznie ograniczenia.

Źródła: https://becauseinternational.org/

https://theshoethatgrows.org/

https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/pomoc-dla-krajow-trzeciego-swiata/lfr9xgv

fot. https://www.facebook.com/TheShoeThatGrows/

Kraj: USA

Gospodarstwa opiekuńcze – czyli rolnictwo społeczne, jako nowa perspektywa dla gospodarstw rolnych

Gospodarstwa opiekuńcze – pod tą przyjemną dla ucha nazwą kryją się nowe możliwości rozwoju dla gospodarstw rolnych, a tym samym perspektywa lepszej przyszłości obszarów wiejskich.

Od kilkudziesięciu już lat kwestia efektywnego funkcjonowania obszarów wiejskich jest poważnym problemem niemalże wszystkich krajów Europy. Mamy tu do czynienia z całym zestawem wyzwań – wyludnianiem się obszarów wiejskich, koniecznością dywersyfikacji dochodów, szczególnie w małych gospodarstwach rolnych, czy niewykorzystanymi zasobami siły roboczej w gospodarstwach rolnych – to tylko niektóre z nich.

Wymyślenie innowacyjnego, powtarzalnego w skali świata lekarstwa na powyższe problemy już byłoby ogromnym sukcesem. A jednak ktoś poszedł jeszcze dalej i zaprojektował taką formę funkcjonowania gospodarstw rolnych, która nie tylko na nowo nadaje im rację bytu, a ich właścicielom zapewnia realne dochody, ale również rozwiązuje problemy innych grup społecznych.

Gospodarstwa opiekuńcze, bo o nich właśnie mowa, mogą być odpowiedzią na potrzeby rolników oraz jednocześnie osób niepełnosprawnych, osób starszych, osób z demencją i innych grup zagrożonych wykluczeniem społecznym. Na czym polega ich funkcjonowanie? Najczęściej działają na zasadzie dziennych (czasem całodobowych) ośrodków opieki/pobytu/terapii lub aktywności włączającej. Gospodarstwa rolne wraz z całym swoim wyposażeniem, rytuałami, obowiązkami, zwierzętami i naturalnym otoczeniem mogą stać się idealnym miejscem wypoczynku, terapii i/lub integracji – w ten sposób ich istnienie na nowo nabiera realnego sensu społecznego i ekonomicznego.

Tak więc rozwijanie usług społecznych na obszarach wiejskich może być skutecznym sposobem na przezwyciężenie wielu negatywnych zjawisk społeczno-ekonomicznych: tych związanych z funkcjonowaniem obszarów wiejskich, ale też takich, jak starzenie się społeczeństwa, niewystarczająca liczba placówek opiekuńczych dla osób starszych, wysokie koszty zapewnienia opieki osobom starszym i osób niesamodzielnym, osamotnienie osób starszych, związane m.in. z emigracją najbliższych członków rodziny, izolacja społeczna przedstawicieli niektórych grup społecznych (np. osób niepełnosprawnych intelektualnie, byłych więźniów, byłych narkomanów itp.).

Jak możemy przeczytać na stronie Centrum Doradztwa Rolniczego w Brwinowie Oddział w Krakowie (http://www.gospodarstwa-opiekuncze.pl/) wdrażającego obecnie pilotażowy projekt związany rozpowszechnianiem idei gospodarstw opiekuńczych („Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie”. Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Krajowej Sieci Obszarów Wiejskich. Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020), gospodarstwa te „wpisują się w nurt tzw. rolnictwa społecznego. Jest to alternatywne podejście do rolnictwa opierające się na założeniu, że zasoby gospodarstwa rolnego mogą być efektywnie wykorzystane do innej działalności. Można zatem rozumieć rolnictwo społeczne jako połączenie działalności rolniczej z działalnością społeczną w wyodrębnionych czterech obszarach: zajęcia reedukacyjne i terapeutyczne; integracja poprzez pracę i włączanie społeczne; działania pedagogiczne; usługi opiekuńcze”.

W Polsce idea gospodarstw opiekuńczych jest również  obecnie wdrażana przez Kujawsko – Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Minikowie w partnerstwie z Lokalną Grupą Działania „Bory Tucholskie” w ramach projektu „Zielona opieka – gospodarstwa opiekuńcze w woj. kujawsko-pomorskim” (w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Kujawsko- Pomorskiego na lata 2014-2020, jest to oś priorytetowa IX realizowana ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego, poddziałanie dedykowane usługom społecznym – http://www.opieka.kpodr.pl/pl/zielona-opieka/o-projekcie/).

Jak to w przypadku wielu innowacji społecznych bywa, o ile w naszym kraju jesteśmy świadkami pierwszych prób wdrażania idei, o tyle w wielu krajach Europy zachodniej funkcjonuje ona z powodzeniem już od ponad 20 lat. Pierwsze tego typu gospodarstwa pojawiły się w Europie w połowie lat 90. XX wieku w Holandii. W tej chwili działają także np. w Wielkiej Brytanii i we Włoszech – nazywane są różnie: Social Farming, Farming for Health, Green Care, Care Farming, Green Exercise, Agricultural Therapy, ale wszystkim przyświecają te same, opisywane wcześniej cele.

Implementacja idei gospodarstw opiekuńczych w Polsce jest dużym wyzwaniem, które wiąże się z koniecznością poszukiwania odpowiednich form prawnych i organizacyjnych dla tego typu podmiotów, potrzebą określenia źródeł ich finansowania oraz sposobu działania. Informacje na temat przyjętych w powyższych kwestiach rozwiązań dostępne są m.in. na stronie http://www.gospodarstwa-opiekuncze.pl/.

Warto śledzić rozwój tej innowacji w Polsce, warto o niej opowiadać i jej kibicować, gdyż w naszym kraju, ze względu na szczególnie wysoki odsetek osób wciąż zatrudnionych w sektorze rolniczym, a z drugiej strony nie omijające nas przecież starzenie się społeczeństwa, może stać się prawdziwym wybawieniem i realnym sposobem na wyrównywanie szans – wielu grup społecznych jednocześnie.

Źródła: http://www.gospodarstwa-opiekuncze.pl/

http://witrynawiejska.org.pl/component/k2/item/46721-gospodarstwa-opiekuncze

http://www.opieka.kpodr.pl/pl/zielona-opieka/o-projekcie/

http://ksow.pl/projekty-partnerow-jc-ksow/gospodarstwa-opiekuncze-rozwijanie-uslug-spolecznych-na-obszarach-wiejskich.html

fot. http://kpodr.com.pl/opieka_old/index.php/component/content/article?layout=edit&id=36

Kraje: Holandia, Wielka Brytania, Włochy, Polska

Dzień dobry, chciałbym zamówić autobus

Autobusy miejskie na telefon. Choć innowacja ta została wymyślona już kilkanaście lat temu (we Włoszech), a i w jednym z polskich miast funkcjonuje od lat ponad dziesięciu, to wciąż mało kto o niej słyszał – nawet w samym Krakowie – bo o nim właśnie mowa! Dopiero w zeszłym roku Kraków znalazł swojego naśladowcę – podobną usługę wprowadzono w jednej z dzielnic Szczecina.

Jak to działa? Usługę telebusów (bo taką nazwę otrzymały) wprowadzono w Krakowie w 2007 roku w ramach unijnego projektu o nazwie CIVITAS CARAVEL. Celem było zapewnienie dostępu do transportu publicznego dzielnicom, w których liczba użytkowników jest zbyt mała, aby opłacalne było utrzymywanie tam stałej linii autobusowej. Linia krakowskich telebusów ma określoną trasę przejazdu (określony zestaw przystanków) oraz swoją własną dyspozytornię. Mieszkaniec zainteresowany skorzystaniem z autobusu musi zadzwonić do dyspozytorni (najpóźniej pół godziny przed planowanym odjazdem) i zamówić kurs – określając przystanek początkowy i końcowy oraz godzinę startu lub zakończenia przejazdu.

Wzorem włoskich prekursorów usługa realizowana jest przez niewielkie, kilkunasto-dwudziestoosobowe autobusy, a najdalszym możliwym do wyboru celem podróży (jeśli podróż zaczynamy „z domu”, a jej początkiem, jeśli przychodzimy „z miasta”) jest najbliższa danej dzielnicy pętla autobusowa lub większy węzeł przesiadkowy. Przejazdy telebusami realizowane są w ramach zwykłego systemu biletów na komunikację miejską, a godziny funkcjonowania usługi są podobne jak wszystkich dziennych autobusów – od wczesnych godzin porannych do późnego wieczora.

Opisywana innowacja jest, jak widać, rozwiązaniem powtarzalnym i wprowadzając ją w kolejnym mieście można, a nawet należy, inspirować się już funkcjonującymi modelami (tak, jak było w przypadku Krakowa i miast włoskich oraz Szczecina i Krakowa). Jednak trzeba też pamiętać, że wdrożenie jej w nowym miejscu wymaga stworzenia modelu usługi dopasowanego do realiów danego miasta – każdorazowo konieczne jest określenie modelu finansowania, grupy docelowej, sposobu realizacji kursów i tras, rodzaju wykorzystanego taboru, taryf, sposobu pracy dyspozytorni oraz zasad wzajemnych rozliczeń pomiędzy organizatorem a operatorem.

Mimo wieloletniej praktyki pomysł wciąż wzbudza kontrowersje, przede wszystkim jeśli chodzi o jego uzasadnienie ekonomiczne. Próba wprowadzenie go w życie w każdym kolejnym mieście spotyka się co najmniej ze sceptycyzmem – zarówno ze strony urzędników, jak i mieszkańców – choć najczęściej tych dzielnic, które są objęte siecią stałego transportu publicznego i nie chcą finansować „ze swojej kieszeni” „wątpliwego” rozwiązania.

Oczywiście, wszelkie tego typu wątpliwości należy za każdym razem od nowa przeanalizować. Jednakże fakt, że w Krakowie telebusy działają nieprzerwanie od ponad 10 lat, pozwala podejrzewać, że innowacja ta jest dość potrzebna i użyteczna.

Ps. Po Szczecinie rozwiązaniem zainteresowała się Warszawa…

Źródła: http://www.mpk.krakow.pl/pl/tele-bus/

http://infobus.pl/rok-tele-busa-w-krakowie_more_64694.html

http://www.zditm.szczecin.pl/pasazer/rozklady-jazdy,transport-na-zadanie

http://warszawa.naszemiasto.pl/artykul/autobusy-na-telefon-w-warszawie-sami-wybierzecie-godzine,4262689,art,t,id,tm.html

Aplikacja pomagająca dowozić dzieci i integrować rodziców

Oto kolejny przykład wykorzystania nowych technologii do rozwiązania problemu, który być może nie należy do kluczowych problemów społecznych współczesnego świata, ale za to stanowi wieczne zmartwienie określonej grupy społecznej – tym razem chodzi o rodziców dzieci w wieku szkolnym.

W czasach, kiedy niemalże każde dziecko uczęszcza na zajęcia pozalekcyjne i zazwyczaj nie są to zajęcia w osiedlowej świetlicy, a także często sama szkoła znajduje się w sporej odległości od domu, problem wożenia swoich pociech z jednego miejsca w drugie, w połączeniu z realizacją innych codziennych potrzeb transportowych, staje się prawdziwym wyzwaniem logistycznym. Oczywiście można poprosić o pomoc rodziców innych dzieci, ale to znów wymaga organizacji i zaplanowania, w dodatku przez obydwie rodziny. Z drugiej strony działanie w pojedynkę może skończyć się spędzaniem całych popołudni i wieczorów na przewożeniu i oczekiwaniu na swoje dzieci.

Dwie mamy z Melbourne postanowiły podejść do sprawy konstruktywnie, przy okazji podejmując wyzwanie poznania i aktywizacji całej grupy rodziców dzieci ze „swojej” klasy. Panie stworzyły aplikację Parachuute i zaprosiły do korzystania z niej wyżej wymienionych. Aplikacja służy wprost do zamieszczania i korzystania z ofert podwózki dzieci do szkoły i na zajęcia dodatkowe. Oferta może być jednorazowa albo cykliczna. Podwózki to oczywiście forma darmowej przysługi, którą należy po prostu kiedyś, w dogodnym momencie, odwzajemnić.

Jak się okazało, aplikacja Parachuute spełniła znakomicie nie tylko dedykowaną jej rolę pomocy logistycznej, ale również przyczyniła się do rzeczywistej integracji społeczności rodziców tej klasy. Dzięki niej rodzice dzieci z jednej klasy nawiązali ze sobą wielostronny kontakt i zaczęli sobie pomagać także w innych, niż podwożenie dzieci, sytuacjach. A niektórzy na przykład dowiedzieli się, że są sąsiadami.

Innowacja ta to bardzo podnoszące na duchu zaprzeczenie twierdzeniu, że to dzisiejsze „siedzenie w telefonach” tylko ludzi od siebie oddala. Jak widać czasami wręcz przeciwnie.

Źródło: https://www.parachuute.com/

Kraj: Australia

Plac na wyższym poziomie

Niemal wszyscy znamy to uczucie bezradności, kiedy stojąc po jednej stronie Wielkiego Miejskiego Skrzyżowania z tęsknotą patrzymy na miejsce po jego drugiej stronie i czujemy, jakbyśmy mieli do przekroczenia co najmniej Morze Czerwone. W dodatku bez możliwości skorzystania ze środków dostępnych kiedyś Mojżeszowi.

Nie inaczej wygląda sytuacja na Viru Valjak, czyli tallińskim placu Viru. Który właściwie w tej chwili trudno już nazwać placem – jest to ogromne skrzyżowanie kilku dwupasmowych dróg oraz torów tramwajowych. Kiedyś rzeczywiście była to przestrzeń publiczna, którą jednak najpierw zmieniono w parking przed domem towarowym, a następnie w opisane skrzyżowanie, które jest na tyle duże, że wręcz rozdziela na trzy części centrum miasta.

Wydawałoby się, że historia placu zakończyła się raz na zawsze i jest to smutne zakończenie. A jednak władze miasta spostrzegły swój błąd i postanowiły spróbować przywrócić Viru Valjak mieszkańcom. W tym celu ogłoszony został otwarty konkurs architektoniczny na nowe zagospodarowanie placu. W ramach konkursu trójka amerykańskich projektantów zaproponowała przywrócenie na Viru Valjak przestrzeni publicznej dostępnej mieszkańcom Tallina. Nie miała jednak na myśli rozebrania skrzyżowania, bo to jedynie zmieniłoby jeden problem w kolejny, ale nadbudowanie nowego placu nad skrzyżowaniem. W tym celu istniejący układ dróg zostałby obniżony, tak, aby zawieszony nad nimi nowy plac znajdował się na poziomie otaczających ulic i chodników.

Takie rozwiązanie pozwoliłoby nie tylko uzyskać (odzyskać) przestrzeń publiczną w centrum miasta, ale również ponownie połączyłoby podzielone centrum Tallina w jedną całość – z pewnością ku wielkiej wdzięczności jego pieszych użytkowników. Trzymamy kciuki, aby pomysł został wprowadzony w życie. A wtedy może zainspiruje do działania władze innych wielkich rządzonych głównie przez samochody miast Europy?

Źródło: http://vision2015.tab.ee/en/about-2/

Kraj: Estonia

Autobus zielony przez ulice mego miasta mknie

I nie chodzi tu bynajmniej o to, że warto przemalować miejskie autobusy na zielono, bo zielony to kolor nadziei i w rezultacie poprawiłoby to stosunek mieszkańców do miejskiego transportu. Choć takie osiągnięcie z pewnością również miałoby zbawienne skutki społeczne.

W tym przypadku chodzi jednak o pomysł zazielenienia dachów autobusów – czyli obsadzenia ich drobną roślinnością. Pomysł taki znamy już dość dobrze w odniesieniu do dachów budynków. Nie jest to jednak wyłącznie powieleniem tamtego rozwiązania w skali mikro. Porośnięte roślinami dachy autobusów bezpośrednio przekładają się na komfort jazdy pasażerów, ponieważ działają jak naturalna klimatyzacja – w gorące dni przyczyniają się do obniżenia temperatury wewnątrz pojazdu, a w zimne dni temperaturę podnoszą. Jak łatwo się zorientować, pozwala to na zmniejszenie użycia klimatyzacji/ogrzewania autobusu, a to z kolei powoduje zmniejszenie zużycia paliwa, a więc obniżenie kosztów oraz zmniejszenie emisji spalin. Zielony dach autobusowy nie dość, że przyczynia się do niższej emisji spalin, to jeszcze wyemitowane przez pojazd spaliny pochłania. Co więcej, w czasie upałów taka zielona wyspa obniża temperaturę nie tylko wewnątrz pojazdu, ale również jest chłodniejszą oazą na rozgrzanej ulicy. Tak więc pozytywny wpływ zielonych dachów autobusowych na jakość życia samych pasażerów oraz pozostałych mieszkańców miasta jest oczywisty.

A skąd pewność, że ta idea tak wspaniale zadziała? Otóż została odpowiednio zaprojektowana, przeliczona i wreszcie wdrożona już kilka lat temu przez hiszpańskiego projektanta Alexa Puiga. Nazwał on swoje przedsięwzięcie PhytoKinetic i zaproponował je nie tylko autobusom, ale również wszelkim innym pojazdom z powierzchniami płaskimi do wykorzystania. Alex Puig, projektując swój wynalazek, zadbał wszechstronnie o jego stronę praktyczną: w projekcie wykorzystuje rośliny z grupy roślin hydroponicznych, czyli takich, które uprawia się na pożywce wodnej – to sprawia, że dach pojazdu nie jest obciążony warstwą gleby; sama uprawa w gorące dni jest podlewana wodą produkowaną przez system klimatyzacyjny pojazdu (w chłodniejsze dni trzeba ją nawadniać dodatkowo); pole powierzchni i „możliwości” uprawy dobrane są tak, aby pochłaniała ona większość lub całość produkowanego przez pojazd dwutlenku węgla.

Poza wymienionymi już skutkami opisywanej innowacji należy pamiętać o jeszcze jednym – że nawet zazielenione autobusy miejskie to już dla mieszkańców miast możliwość kontaktu z naturą. Sceptykom proponujemy wyobrażenie sobie, jaką powierzchnię stworzyłyby dachy wszystkich warszawskich autobusów ustawionych jeden obok drugiego – to byłby już mały park.

Źródło: http://phytokinetic.net/

Kraj: Hiszpania

Dom opieki dla osób starszych i przedszkole pod jednym dachem

Innowacje społeczne to z definicji rozwiązania nowatorskie, ale wcale nie zawsze bardzo skomplikowane. W Seattle w Stanach Zjednoczonych prostym pomysłem odpowiedziano jednocześnie na kilka ważnych współczesnych problemów społecznych. Cóż takiego zrobiono? Otóż stworzono centrum opiekuńcze, które pełni jednocześnie funkcję domu opieki dla osób starszych oraz przedszkola. Osoby starsze wraz z dziećmi codziennie uczestniczą tu we wspólnych zajęciach muzycznych, plastycznych, a nawet tanecznych, a także wspólnie przygotowują posiłki dla osób bezdomnych. To niezwykle proste i, jak się chwilę dłużej zastanowić, bardzo naturalne połączenie, pozwoliło osiągnąć społeczne korzyści na wielu polach jednocześnie. Dla dzieci oznacza to przede wszystkim wzmożony rozwój społeczny i emocjonalny – dzięki nawiązaniu bliskich relacji z osobami tak od nich innymi wiekiem i ekspresją. Otwiera je to również na przyszłość na kontakt z osobami w podeszłym wieku i uwrażliwia na ich potrzeby. Osobom starszym kontakt z dziećmi przywraca radość, a nawet czasami sens życia. Poza tym kontakt z kilkulatkami zmusza osoby starsze do zwiększonej aktywności – zarówno umysłowej jak i fizycznej, co w oczywisty sposób wpływa pozytywnie na ich stan zdrowia. Zetknięcie dzieci z osobami starszymi ma jeszcze jedną ważną funkcję – pozawala obu stronom zapełnić lukę w relacjach rodzinnych spowodowaną rzadkim kontaktem dziadków z wnukami, co w Stanach Zjednoczonych, ze względu na zamieszkiwanie w odległych miejscach, jest zjawiskiem bardzo często spotykanym.

Źródło: http://www.miasto2077.pl/dom-starcow-i-przedszkole-pod-jednym-dachem/

Kraj: USA

Droga słoneczna – źródło prądu dla pobliskiej miejscowości

Od lutego bieżącego roku we Francji działa pierwsza na świecie droga słoneczna. To kilometrowej długości odcinek trasy wyłożony prawie 3 tysiącami paneli słonecznych. Moc tego fragmentu drogi wystarcza, oprócz oświetlenia samej trasy, na zasilenie prądem pobliskiej miejscowości zamieszkanej przez 3,4 tys. ludzi. W jaki sposób została wykonana solarna nawierzchnia? Firma Wattway wyprodukowała panele słoneczne o właściwościach podobnych do nawierzchni asfaltowej. Panele przykleja się do utwardzonej powierzchni i pokrywa kilkoma warstwami żywicy, które mają chronić krzem przed uszkodzeniami. Poziom produkcji prądu przez francuską słoneczną drogę z oczywistych powodów jest zmienny – średnia wartość to 767 kWh, która przy słonecznej letniej pogodzie może wzrosnąć nawet do 1500 kWh. Jak w przypadku słonecznej ścieżki rowerowej, tak i tu koszt budowy drogi był bardzo wysoki – sięgnął 5 milionów euro. Jednakże budowa drogi była częścią projektu, w który zaangażowany jest francuski rząd. Ten etap projektu rozpisany jest na 5 lat, a cały wdrażany przez francuski rząd program ma doprowadzić do wybudowania 1000 km dróg słonecznych, które zaopatrywałyby w prąd 8% obywateli kraju.

Źródło: http://www.miasto2077.pl/francuzi-ulozyli-pierwszy-kilometr-solarnej-drogi/

Kraj: Francja

SolaRoad – solarna ścieżka rowerowa

3 lata temu w Holandii na przedmieściach Amsterdamu powstała pierwsza na świecie słoneczna ścieżka rowerowa. Jest to fragment drogi dla rowerów pokryty nawierzchnią z wmontowanymi panelami słonecznymi, które przykryte są grubą na 1 cm półprzezroczystą szybą ochronną. Projekt został nazwany „SolaRoad”, a jego podstawowym celem jest budowanie dróg „energetycznie pasywnych”, czyli takich, których funkcjonowanie nie wymaga pobierania prądu z sieci. Amsterdamskiej słonecznej ścieżce udało się ten cel osiągnąć z nawiązką – prąd pozyskany ze ścieżki zasilił oświetlające ją latarnie, urządzenia do sterowania ruchem, stację ładowania dla pojazdów elektrycznych, a nawet kilka okolicznych domów. Obawy użytkowników o to, jak ścieżka będzie się sprawować pod względem technicznym, np. jeśli chodzi o hamowanie, również zostały rozwiane. Większość rowerzystów nie zauważyła żadnej różnicy w użytkowaniu pomiędzy resztą drogi rowerowej, a jej solarnym fragmentem. Największym problemem, z którym muszą się zmierzyć twórcy SolaRoad, jest kosztowność technologii oraz jej na razie stosunkowo niska efektywność energetyczna. Szacują, że przy obecnych parametrach inwestycja zwróci się w ciągu 15 lat. Świadomi tych słabości intensywnie pracują nad coraz bardziej efektywnymi technologiami, a rosnąca liczba podobnych inwestycji w innych krajach może oznaczać, że ograniczenia wynikające z niskiej efektywności i wysokiej ceny zostaną pokonane szybciej, niż nam się wydaje.

Żródło: http://www.miasto2077.pl/inwestycja-w-droge-wykladana-panelami-slonecznymi-zaczyna-sie-zwracac/

Kraj: Holandia

Miejska elektrownia w wersji mini – pieszo po(d) prąd

Pavegen to brytyjska firma, która stworzyła i popularyzuje unikalną technologię produkcji energii elektrycznej, a zasadniczo w swoich działaniach kieruje się wymogami ochrony środowiska, zrównoważonego rozwoju oraz angażuje się w projekty mające na celu poprawę jakości życia różnych społeczności. Firma produkuje specjalne nawierzchnie z materiału piezoelektrycznego, których obciążenie ciężarem ludzkiego ciała wywołuje na powierzchni chodnika naprężenia mechaniczne, które z kolei prowadzą do wytworzenia ładunków elektrycznych. W praktyce chodzi o to, aby produkcja energii była jakoby „skutkiem ubocznym” spacerowania, poruszania się ludzi po jakiejś powierzchni – np. po fragmencie chodnika lub placu. W celu popularyzacji swojego wynalazku firma Pavegen wykonała już kilka projektów pokazowych w różnych miejscach na świecie – jednym z nich jest piesza elektrownia na ulicy Bird Street w Londynie. Według informacji firmy pojedynczy spacerowicz przechodząc po wyłożonym specjalnymi płytkami fragmencie chodnika przy Bird Street wytwarza prąd o mocy 5 W. To tyle, ile potrzeba do zasilenia żarówek LED wytwarzających światło o mocy ok. 450 lumenów – to odpowiednik żarówki starego typu o mocy 40 W. Innym, być może nawet bardziej spektakularnym projektem firmy Pavegen jest boisko piłkarskie w Rio de Janeiro, w tamtejszej dzielnicy slumsów. Bieganie po boisku generuje prąd potrzebny do uruchomienia oświetlenia boiska. Przy okazji projekt jest częścią programu wspierania i aktywizowania dzieci i młodzieży z brazylijskich slumsów poprzez inicjatywy sportowe.

Źródło: http://www.miasto2077.pl/mala-miejska-piesza-elektrownia/

Kraj: Wielka Brytania